wtorek, 26 września 2017

Wspomnienie z wakacji zawsze żywe


       No i mamy wrzesień. I jesień. Przyszła kilka dni temu, zlewając wszystko obficie deszczową wodą. Zmyła nam z twarzy resztki letniej opalenizny, z zakamarków pamięci wypłukała okruchy wakacyjnych wspomnień i postanowiła powoli acz skutecznie przygotować nas na pół roku letargu jesienno-zimowego.
Że też u nas to lato takie krótkie i często kapryśne. Tegoroczne jest najlepszym tego przykładem. Ale nic to – poradzimy sobie z tym inaczej
J
        Chcę pokazać Wam coś, co pomoże zatrzymać choć na chwilkę wakacyjne wspomnienie spod palmy… Coś podobnego wpadło mi kiedyś w oko i natychmiast postanowiłam zrobić swoją wersję. To wiszący dekor ścienny lub okienny z mini-wazonikiem. Zrobiony z witrażowego szkła oraz dowolnych rzeczy, które można oprawić witrażową metodą Tiffany. Ja użyłam naturalną muszelkę, kamienie przyniesione kiedyś z wędrówki  i kaboszony, które wytopiłam z kolorowego szkła.



Wiszący dekor-wazonik fantastycznie ożywia ścianę lub okno, w którym go powiesimy. 



W wąskim podłużnym wazoniku można trzymać prawdziwy kwiat ( trzeba tylko pamiętać, żeby nie zabrakło mu wody), lub np. ulubioną zasuszoną różę. Spojrzenie na ścianę z zieloną palemką i otoczakami  skutecznie wywoła uśmiech, nawet w zimowy dzień. Polecam gorąco!

Zapraszam na www.mojemw.pl

czwartek, 25 maja 2017

Słowiańskie inspiracje



       Jakiś czas temu pewien pan po oglądnięciu moich runicznych maneli zadał mi pytanie, czy mogłabym zrobić dla niego bransoletę ze słowiańskim bogiem Świętowitem. Podesłał zdjęcie przedstawiające wizerunek bóstwa, odnaleziony pewno w jakichś wykopkach archeologicznych. Stwierdziłam, że to bardzo ciekawa ścieżka i chętnie nią podążę. I tak powstała pierwsza manela z pojedynczym obliczem czterotwarzowego bóstwa...

Oblicze Świętowita - manela z miedzi i skórzanych rzemieni
Właściwie równolegle powstawała wersja z dwutwarzowym Świętowitem, która wkrótce także znalazła swoją rękę...
Dwa oblicza Świętowita
A potem na specjalne zamówienie dwutwarzowy bóg powstał po raz kolejny...

Podwójne oblicze Świętowita
       Zainspirowana, zaczęłam zagłębiać się w tę tematykę i tak powstała mini-seria biżuterii, czerpiąca garściami ze starosłowiańskich wierzeń. Panteon słowiańskich bogów jest bogaty, zaledwie rozpoczęłam moją wędrówkę po ich świecie. Ale temat jest niezwykle inspirujący i myślę, że nie poprzestanę na tych kilku interpretacjach zamkniętych w miedzi i naturalnych, surowych kamieniach, które świetnie zawierają w sobie ideę słowiańskiej wiary, mocno zakorzenionej we wszystkim, co prosto z natury - z ziemi, z wody, z nieba.
Chors - bóg tarczy księżycowej
Dennica - bogini zorzy polarnej

Kyrtu - istota nadprzyrodzona
Nyja - bogini świata podziemnego
Dadźbóg- opiekun ognia domowego, rozdawca łask i bogactw
        Tych rzeczy nie robię nigdy „na siłę”. Muszę czekać, aż pojawi się pomysł na przedstawienie konkretnego bóstwa. Ze Świętowitem było o tyle łatwiej, że jakieś jego wizerunki się zachowały, ale z innymi postaciami słowiańskiego panteonu nie jest już tak dobrze. Dlatego, póki co, seria nie jest bardzo rozbudowana – to zaledwie kilka rzeczy. Mam jednak nadzieję, że w taki czy inny sposób przyjdą do mnie jeszcze pomysły.
Zapraszam na www.mojemw.pl – będą się tam stopniowo pojawiać kolejne wisiory lub manele, które mam nadzieję znajdą swoich właścicieli.

środa, 1 marca 2017

Na serce zawsze jest dobry czas...



        Wprawdzie Walentynki już dawno za nami, ale na serce zawsze jest dobry czas 😍
To symbol, który dobrze nam się kojarzy, wywołuje uśmiech i dziwne ciepło, które grzeje nas od środka.  Symbol ten pojawił się już… 3000 lat pne – jednak nie miał jeszcze tego znaczenia, które przypisujemy mu dziś. Wtedy w starożytnej Grecji przedstawiał liście winorośli, które z kolei łączone były z Dionizosem. Był też znany u Etrusków, gdzie również był „symbolem przyrodniczym” i przedstawiał liście bluszczu, a u buddystów liść figowy, symbolizujący oświecenie.
        W sztuce symbol serca rozumiany już jako serce ludzkie pojawił się w XIII wieku i od tego czasu nie opuszcza nas aż do dziś.
        Serce jest też jednym z najczęściej eksploatowanych kształtów pojawiających się w wyrobach biżuteryjnych. Ja również, zauroczona jego krągłościami, wykorzystałam go tu i tam…
Zapraszam na www.mojemw.pl






poniedziałek, 23 stycznia 2017

Magia jest wokół nas...


         Znaki runiczne i inne magiczne i tajemnicze kształty, wizerunki i wyobrażenia towarzyszą człowiekowi od samego początku jego świadomego istnienia. Ludzie zawsze szukali sposobu pokazania, zatrzymania, lub wydobycia z przedmiotów ich ukrytej siły i energii. Tworzyli znaki mające ukierunkować energię i sprawić, by służyła ona człowiekowi i wspomagała jego dążenia w osiągnięciu celu. Nie ma znaczenia kolor skóry i miejsce na ziemi, w którym przyszło nam żyć – na każdej szerokości geograficznej, w każdej mniejszej czy większej społeczności, znajdziemy znaki magiczne i przedmioty kultu zdobione w szczególny sposób, mające wspomagać lub niwelować działania sił natury.
          Nie dziwi więc fakt, że także dziś, w naszym nowoczesnym i pędzącym przed siebie świecie wciąż chcemy czerpać z pradawnej wiedzy i sięgamy np. po pierwotny kosmiczny alfabet zaklęty w runach, które wyrażają związek człowieka z wszechświatem. Są to bardzo silne energetyczne znaki potrafiące uwolnić z naszej podświadomości potężne siły, mogące odmienić życie.
Szukamy też wizerunków pradawnych bożków, którym nasi pra-pra-pra… dziadowie składali ofiary z ognia i kwiatów…
          Takie rzeczy zawsze pobudzają wyobraźnię i powodują, że chcemy mieć cząstkę tej magicznej energii tylko dla siebie.
          Oto manele – bransolety ze znakami runicznymi oraz różnymi  wizerunkami, które zrobiłam – niektóre na szczególne zamówienie ze ściśle określoną „zawartością graficzną”. Większość z nich ma już swoich właścicieli, którym (mam nadzieję) pomaga.







Watro pamiętać, że magia lub inne nie do końca poznane siły naprawdę są wokół nas…
Zapraszam na www.mojemw.pl

czwartek, 15 grudnia 2016

Obiecywałam, że będzie o tym, jak szkło zmienia się w żuczka... Oto ten tutorial



        Mamy grudzień, wielkimi krokami zbliżają się święta i z tej okazji bardziej na miejscu byłby tutorial z aniołem – i nawet zaczęłam go robić… Ale ja w trakcie pracy tak „wchodzę” w to, co robię, że zdarza mi się zapomnieć dokumentować fotograficznie kolejne kroki. Tak się stało i tym razem i, póki co, mam połowę anielskiego tutorialu, a drugą połowę dorobię… kiedyś 😉
Dlatego dziś będzie żuczek – i to na dodatek niebieski.

Potrzebne materiały i narzędzia:

- szkło witrażowe
- kawałeczek blachy miedzianej, z której zrobimy  główkę
- kawałek drutu miedzianego – na czułki, żeby przymocować oczy i wykończyć
- folia miedziana samoprzylepna (szerokość w zależności od potrzeby)
- piecyk do topienia szkła
- kuchenka mikrofalowa
- papier ceramiczny 3 mm
- papier ceramiczny podkładowy
- rękawice ochronne
- cyna do lutowania w prętach
- topnik do cyny
- lutownica kolbowa
- szczypczyki lub tzw. trzecia ręka do przytrzymania elementów
- nóż do cięcia szkła
- nożyce do blachy
- patyna barwiąca do cyny
- rzemyk do powieszenia żuczka

Ja zaczynam od szkicu wstępnego – żeby choć ogólnie określić, jak będzie wyglądał żuczek.

Szkiców zrobiłam kilka, żuczków też powstało kilka, ale zajmijmy się jednym.
Ze szkła wycięłam kształty, które będą potem zarysem skrzydełek. 


Pamiętaj też, żeby mieć kawałek szkła (najlepiej w odmiennym, ciemniejszym kolorze), który będzie podkładem pod skrzydełka, czymś w rodzaju ciała naszego żuczka. W mikrofali szkło stopi się ze sobą tworząc zwartą całość.
Na część roboczą piecyka do wytapiania szkła połóż najpierw papier ceramiczny 3 mm, na nim papier ceramiczny podkładowy, następnie poukładaj kawałki szkła (szkła te można skleić specjalnym klejem do fusingu, żeby się nie przesunęły). 


Ułożone szkła przykrywamy górną częścią piecyka, wkładamy do kuchenki mikrofalowej i zaczynamy wytapianie. Czas zależny jest od grubości szkła, wielkości kawałków i mocy grzania kuchenki, a także od tego, jak mocny efekt stopienia chcemy uzyskać. Czas ten może się wahać między kilka a kilkanaście minut. Pamiętaj, że tutaj zależy Ci przede wszystkim na tym, aby skrzydła zachowały swój kształt, chcesz tylko złagodzić brzegi i doprowadzić do stopienia się skrzydeł z tułowiem, ale trzeba bardzo uważać, aby szkło zbytnio się nie zaokrągliło, bo stracisz charakter żuka.

Po zakończeniu wytapiania piecyk należy wyjąć z kuchenki, odstawić np. na kamienną  podkładkę lub inną powierzchnię termoodporną i nie otwierając pozostawić do całkowitego wystygnięcia. Pamiętaj, że temperatura wewnątrz piecyka osiąga ponad 800oC! – wyjmuj go  wyłącznie w ochronnych rękawicach. Pozwoliłam sobie uchylić ma króciutko górną część piecyka żeby pokazać szkło, które już powoli stygnie – jednak unikaj tego, należy pozwolić szkłu spokojnie wystygnąć.

Wytopiłam też niewielki okrągły kaboszon, który będzie częścią łączącą głowę z tułowiem.
Szkło stygnie, a więc można przygotować z kawałka blaszki głowę żuczka. Kształt i sposób przygotowania postawiam Twojej wyobraźni. Ja pamiętałam tylko, żeby od razu wmontować kawałek drutu, na który później nałożę koraliki, które będą oczami żuka.

Jeśli szkło wystygło...

... trzeba okleić je taśmą miedzianą – ja chciałam pozostawić skrzydła żuka czyste, ale można otoczyć dookoła całość. Okleiłam także kaboszon.

Pokryłam cyną miedziane elementy i taśmę, a za pomocą drutu miedzianego „wygładziłam” kształt i zrobiłam „obrysy” pomiędzy skrzydłami.


Teraz trzeba dolutować kaboszon...

... a do niego główkę...


Z koralików robię też oczka – trzeba nanizać koralik na drut, przyciąć drut na odpowiednią długość, zakrzywić końcówkę i zalutować.


Gdy oczka są już przymocowane, od spodu dolutowujemy pocynowane wcześniej czułki oraz zawieszkę, przez którą przeciągniemy rzemyk. 


Żuczek jest gotowy!

Jeszcze tylko można go popatynować nadając ciemniejszy odcień metalowym częściom i przetrzeć czystą szmatką, aby usunąć resztki chemikaliów i gotowe!


Takiego lub podobnego żuczka możesz znaleźć na www.mojemw.pl gdzie serdecznie zapraszam!